24.12.2014

23. Kolejny huk armaty

Poczuła silny uścisk na ramionach.
- Taylor, obudź się! – usłyszała, jeszcze zanim otworzyła oczy. – Tay, wszystko w porządku?
Odruchowo poderwała się do biegu i wierzgnęła, nie mogąc się ruszyć.
- Taylor, uspokój się. Jestem przy tobie, nic się nie stało  – powiedział siedzący na niej okrakiem Nate. Ostatnio coraz częściej Taylor uciekała przy próbie wybudzenia, więc zaczął ją przytrzymywać. Spojrzał na nią uważnie, kiedy nareszcie otworzyła oczy. – Znów śnił ci się koszmar?
Pokiwała głową, a on ze zrezygnowaniem zmarszczył brwi. Wstał.
- Spróbuj się trochę jeszcze przespać, Tay. Jutro będzie długi dzień.
Próbowała zaprotestować.
- Ale Nate, przecież ja mogę…
- Zacząłem wartę jakieś dziesięć minut temu, dam radę. Powinnaś się wyspać.
Coś dziwnego kryło się w jego oczach.
- Co się stało, Nate? – zapytała, nie przestając mu się przypatrywać. – Dziwnie się zachowujesz.
Spuścił wzrok.
- Co ci się śniło, Taylor?
Na samo wspomnienie przeszedł ją zimny dreszcz.
- Dlaczego… - zawahała się. – Dlaczego chcesz wiedzieć?
W ciszy, która zawisła między nimi niemal słyszała jego bitwę z myślami.
Westchnął.
- Krzyczałaś moje imię – wyszeptał.
Tym razem to ona spuściła oczy.
- Śniło mi się, że nie żyjesz.
***
Oparła się o ścianę jaskini cały czas bojąc się zamknięcia oczu. Chciała wymazać z pamięci obrazy, które ją dręczyły, ale nie mogła – wizja śmierci Nate’a zapisała się w jej pamięci jakby niezmazywalnym tuszem.
Cały czas serce biło jej zdecydowanie za szybko.
Położyła się na twardej skale usiłując zasnąć, ale myśli nie dawały jej spokoju. Skupiła się na tym, żeby równomiernie oddychać, ale i to nie przynosiło jej ukojenia. Po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że w żaden sposób… nie wyobraża sobie życia bez niego, nie tylko na arenie, ale i w ogóle, a ta myśl ją przytłoczyła. Nie tak to miało wyglądać.
Poczuła na swojej twarzy cień zasłaniający blask ogniska, więc otworzyła oczy. Ułamek sekundy – dokładnie tyle zajęło Nate’owi zmienienie wyrazu twarzy, ale Taylor z zaskoczeniem stwierdziła, że najpierw się… uśmiechał.
Uśmiechał się z czułością, pomyślała, a jej serce natychmiast przyspieszyło. A więc on też się o mnie martwi.
Ta świadomość zabrała jej resztki snu.
- Miałaś spać, Taylor – mruknął Nate, marszcząc brwi, po czym odwrócił się i wyszedł z jaskini. Nie usiadł jednak; stanął na skale obok ogniska, pozwalając jego blaskowi oświetlać swój profil.
- Tay? – odwrócił się w jej stronę, kiedy usłyszał za plecami ruch. – Taylor, miałaś… - zaczął, ale coś w jej twarzy kazało mu zamilknąć.
Złagodniał.
- Tay, co ty…
Nie dokończył; otworzył szeroko oczy, kiedy podeszła bardzo blisko. Poczuł, że jego ramiona obejmują jej plecy i zaciskają się, gdy stanęła na palcach, by go pocałować.
Zesztywniał. Przytulając się do niego, czuła, że jego serce bije jak szalone. Zamknął oczy.
- Nie powinnaś była tu przychodzić.
Jego ciało przeczyło jednak słowom: trzymał ją wciąż w uścisku, jakby nie chciał jej wypuścić. Przyjrzała się jego twarzy.
- Dlaczego?
- Nie przyszliśmy… - zawahał się. – Nie przyszliśmy tu, żeby się zakochać.
Prychnęła.
- A po co?
Wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu.
- Żeby umrzeć.
- To jakaś różnica?
Poczuła, jak trzęsie się jego klatka piersiowa jeszcze zanim usłyszała śmiech.
- Zasadniczo tak.
- Nie obchodzi mnie, po co tu przyszliśmy – wyszeptała chyba bardziej w przestrzeń niż do niego. – Obchodzi mnie, po co przyszedłeś do mnie.
Zmarszczył brwi.
- Nie rozumiem.
Odsunęła się delikatnie żeby móc spojrzeć mu w oczy.
- Dlaczego do mnie przyszedłeś, Nate? Beze mnie byłoby ci łatwiej. Dlaczego ciągle ratujesz mi życie?
Uśmiechnął się, a wtedy poczuła jego ręce na swoich biodrach. Przyciągnął ją bliżej, a ona uznała, iż pytania mogą zaczekać. Wiedziała, że nie zaśnie tej nocy i że nie ma żadnych szans w finale. Na pewno nie z Natem, którego wciąż nie mogła rozpracować.
Ale to wszystko mogło zaczekać.
Uniosła dłoń do jego twarzy i przejechała końcem palca po jego wardze. Blask ognia padał miękko na ich profile kusząc ciepłem, i… zapomnieniem. Absolutnie zdawała sobie sprawę, że to nie jest rozsądne, ale wtedy Nate pochylił się, ich usta się spotkały, i nie było już żadnych więcej wątpliwości.

***
- Taylor, wstawaj – usłyszała, a potem poczuła delikatne potrząsanie ramieniem. Podniosła się.
- Dwoje nie żyje, sześcioro w grze – poinformował Nate, zanim zdążyła się odezwać. Spojrzał w niebo. – Idealny dzień na wielki finał, nieprawdaż?
Wzdrygnęła się.
- Wielki finał…?
Przerwał na chwilę pakowanie plecaka.
- Tak, Taylor. Nie oglądałaś poprzednich Igrzysk? Do wieczora będą chcieli nas wykończyć.
Przeszył ją zimny dreszcz.
- Czy to znaczy, że… że… - zawahała się – że jedno z nas…
- Nie dożyje wieczora?
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Pogodziłem się z tym, Tay – powiedział cicho, widząc jej zdziwienie. Spuścił wzrok. – Ty też powinnaś.
Mimowolnie napłynęły jej do oczu łzy.
- Ale… Ja nie chcę cię już nigdy nie zobaczyć – wyszeptała czując, jak łamie się jej głos. – To jest niesprawiedliwe, tyle razem przeszliśmy…
Po raz kolejny zamknął ją w swoich ramionach.
- Życie nie jest sprawiedliwe, Tay – wyszeptał z twarzą schowaną w jej włosach. – Ale poradzisz sobie.
Odsunęła się delikatnie.
- A ty?
Spojrzał jej prosto w oczy.
- Ja sobie radzę od dawna.
I wtedy po raz ostatni pocałowała jego usta.
***
- Nate? – Przerwała ciszę wielogodzinnego marszu. – Mógłbyś mi odpowiedzieć na jedno pytanie?
Westchnął, nie przestając się przedzierać przez chaszcze.
- Nie wiem. To zależy od pytania.
Wzięła głęboki wdech, kiedy po raz kolejny tego dnia usłyszała wyrzuty głosu dochodzącego z tyłu głowy.
Jesteś na arenie pełnej ludzi marzących tylko o tym, żeby cię zabić, a boisz się zadać pytanie?
- Najwidoczniej – wyszeptała nieświadoma, iż po raz kolejny zaczyna rozmawiać sama ze sobą. – A nawet jeśli, to co?
To żałosne – wytknął jej głos. – Jak całe twoje zachowanie w ostatnich dniach.
- No przepraszam bardzo – powiedziała ze złością. – Gdybyś mógł mi łaskawie wytłumaczyć…
Ocknęła się z zamyślenia dopiero, kiedy uderzyła w plecy Nate’a. Odwrócił się.
- Wszystko w porządku, Tay? Co mam ci wytłumaczyć?
Podniosła na niego zdziwiony wzrok.
- Wytłumaczyć? Co?
Zmarszczył brwi.
- Znów mówiłaś sama do siebie, prawda? - spytał zatroskany. Przejechał dłonią po jej zaczerwienionym policzku, co sprawiło, że jeszcze bardziej spłonęła rumieńcem, a potem znów się odwrócił. – Musimy ruszać.
No i widzisz, co zrobiłaś? – Po raz kolejny zganił ją głos w głowie. – Nie trzeba było go całować.
Nie mogła nie przyznać mu racji.
***
Victor cmoknął z niecierpliwością.
- Już cztery razy bym to wziął!
Ale Maggie pokręciła głową.
- Nie, Victor, nie wziąłbyś. To jest arena, tutaj broń nie leży rzucona luzem przy Rogu Obfitości…
- Właśnie leży!
Wierzgnął się i wychylił lekko głowę zza drzewa, by po raz kolejny przypatrzeć się narzędziom. W nocy poduszkowiec upuścił je na samym środku polany, kusząc trybutów „łatwą” zdobyczą. Victor był naiwny myśląc, że za tym nie kryje się żadna pułapka, ale Maggie wiedziała swoje – taka uczta zorganizowana przez Kapitol zawsze zwiastowała śmierć.
A ona nie zamierzała pozwolić, aby to Victor umarł.
- Ale Maggie – rzekł błagalnym tonem, próbując przekonać starszą siostrę. – Tu nikogo nie ma, widzisz? Pobiegnę, wezmę harpuny, i raz-dwa jestem z powrotem.
Wywróciła oczami.
- Nie zgadzam się, rozumiesz? Obiecałam mamie, że będę o ciebie dbała. I będę.
- Ale…
- Cicho – syknęła, słysząc za plecami szmer, ale to tylko stado błękitnych ptaków poderwało się do lotu. – Na arenie jest sześć osób, wiesz, kto został?
Wzruszył ramionami.
- Nathan, Natalie, tych dwoje z Dziewiątki…
- Najgroźniejsi, Vic. Zostali sami najgroźniejsi. Naprawdę myślisz, że ktokolwiek z nich…
I wtedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie.
Na polanę wbiegła Natalie, chwyciła ze szczytu „uczty” dwa leżące koło siebie noże i natychmiast zaczęła uciekać. Nie zdążyła jednak zrobić nawet kroku w drugą stronę, kiedy koło jej ucha śmignął kolejny z noży – to Nate wybiegł z drugiej strony polany i zaczął ją gonić.
Zawodowcy, pomyślała z niechcianym podziwem Maggie, obserwując ich zwinne ruchy. Trzy sekundy – mniej więcej tyle zajęło chłopakowi dobiegnięcie do sterty broni, chwycenie kolejnych sztyletów, i zniknięcie w lesie zaraz za Natalie.
Maggie uświadomiła sobie, jak mocno zaciska pięści, kiedy poczuła krew na wewnętrznych stronach dłoni. Chociaż siedziała, można by rzec, w bezpiecznej odległości od Zawodowców, i tak serce biło jej jak szalone. Cieszyła się – nawet bardzo się cieszyła, iż Nate i Natalie prawdopodobnie walczą ze sobą. Od początku uważała ich za najgroźniejszych przeciwników.
Odwróciła się do brata chcąc mu uświadomić, iż miała rację, że niebezpieczeństwa kryją się we wszystkich krzakach, ale zauważyła tylko odciśnięte w błocie ślady butów.
Victora nie było.
***
To był ten moment, na który czekała Taylor Cassidy – opustoszała polana z bronią. Nate pognał za Natalie wpierw wymuszając na Tay obietnicę, iż dziewczyna nie ruszy się z miejsca. Mruknęła ze złością jakieś przekleństwo, że nie pozwala jej walczyć, ale w końcu… nie musiała go słuchać.
Serce zabiło jej mocniej, kiedy uświadomiła sobie, iż to prawda. Realnie Nate nie miał nad nią żadnej władzy, a więc mogła…
Nawet o tym nie myśl, idiotko – warknął wewnętrzny głos po raz kolejny sprowadzając ją na ziemię. – Nate chce twojego dobra, i powinnaś go słuchać.
Zagotowało się w niej.
- Tak naprawdę nie wiem, czego chce – mruknęła zirytowana. – Pomagał mi do teraz, ale co się stanie w finale? On to wygra, na pewno. Na arenie nie ma nikogo silniejszego.
Tym bardziej powinnaś go słuchać – upierał się głos. – Może wtedy będzie łaskawy…
- Łaskawy? – prychnęła Taylor. – I z tej łaski zabije mnie szybciej?
Głos nie odpowiedział.
Spróbowała uspokoić oddech.
Na arenie zostało sześć osób – pomyślała, próbując rozjaśnić sobie w głowie. – Natalie, Alec, Nate, Maggie, ten jej brat, i ja. Alec jest pewnie z Natalie, za nimi pobiegł Nate. Jak bardzo prawdopodobne jest, by Maggie i Victor na nią czekali?
Bardzo niskie.
Kiedy tylko ta jedna myśl zaświtała jej w głowie, Taylor puściła się biegiem. Nie zdążyła jednak nawet dobrze wybiec zza drzew, kiedy zauważyła zbliżającą się do sterty broni postać – to Victor, brat Natalie, najwidoczniej wpadł na taki sam pomysł.
Było za późno, żeby się zatrzymać – on zauważył ją w tej samej chwili.
Niewiele myśląc, wyszarpnęła zza pasa shuriken i cisnęła w chłopaka.
Broń chybiła celu.
***
Krzyk zamarł na jej ustach, kiedy zorientowała się, gdzie jest jej brat – zauważyła płową czuprynę stojącą tuż przy stercie z bronią. Przeklęła głośno – była pewna, iż nie wyemitowali tego w telewizji – po czym rzuciła się biegiem w jego stronę.
Czas zwolnił – zdawała się dostrzegać każdy kamyczek na drodze, każde źdźbło trawy… Delikatne wygięcie Victora, odchylenie do tyłu, odrzucenie głowy… Zalążek krzyku, który wydarł się z jego gardła, kiedy ona wciąż biegła… I wreszcie jego upadek w błoto zakończony wystrzałem z armaty.
Tym razem krzyknęła naprawdę – i z furią w oczach rzuciła się na stojącą nieopodal Taylor. Tamta nie zareagowała wciąż wpatrzona w odległy punkt kryjący się za horyzontem, ale Maggie to nie obchodziło. Złapała trybutkę, i, widząc, że tamta się nie broni, potrząsnęła nią. Normalnie by zabiła dziewczynę od razu, ale to nie było normalnie. Normalnie Victor by żył, a ona…
- Zabiłaś go – wrzasnęła z bólem Maggie, trzymając harpun przy gardle trybutki i nie przestając nią potrząsać. – Zabiłaś! – krzyknęła, ale Taylor wciąż wpatrywała się w punkt poza jej plecami.
- To ty – powiedziała spokojnym, sennym głosem do kogoś, kogo Maggie nie widziała. – To ty go…
I wtedy dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie.
Maggie puściła Taylor, i natychmiast obróciła się za siebie stając oko w oko z trzymającym w ręku nóż Alekiem.
Adrenalina zadziałała – dziewczyna wypuściła harpun z dłoni, trafiając chłopaka prosto w brzuch. W tej samej chwili rozmazał jej się obraz – zobaczyła najpierw dwóch, potem czterech, ośmiu upadających Aleców…
A potem zapanowała ciemność.
***
Nie zwróciła uwagi na huk armaty obwieszczający śmierć Maggie – nawet nie zauważyła jej spoczywającego w błocie ciała. Oczy Taylor skupione były w jednym punkcie – dokładnie pośrodku ciemnych tęczówek Aleca w tamtej chwili ciemniejszych niż kiedykolwiek wcześniej.
- Uratowałeś mnie – szepnęła bardziej do siebie, niż do niego, a potem podeszła bardzo blisko. Pokręciła głową, jakby nie przejmując się krwią wyciekającą z rany na jego brzuchu. – Nic nie rozumiem.
Wiele wysiłku sprawiło mu podniesienie końcówek ust.
- Obejrzyj… - przerwał, a potem zakaszlał krwią. To ją otrzeźwiło. – Obejrzyj…
Zaprotestowała.
- Nic nie mów – zawołała histerycznie, przytrzymując go, aby nie upadł. – Nic nie mów, wyleczę cię, wszystko będzie dobrze…
Z jego ust wydobył się charkot.
- Wygraj to – wyszeptał niemal niesłyszalnie. – Obejrzyj Igrzyska, wtedy zrozumiesz, dlaczego…
Zaczął się krztusić, więc położyła go delikatnie na ziemi.
- Nic nie mów – załkała, wciąż nie patrząc na ranę. – Nic nie mów, wszystko…
- Taylor – wyszeptał jeszcze Alec, ale nic więcej nie zdążył powiedzieć; jego ciało wstrząsnął dreszcz, a krew spływała po ciele i mieszała się z padającym wciąż deszczem.
- Pomogę ci – zaszlochała, nie wiedząc, co może jeszcze zrobić. – Wyjdziesz z tego, obiecuję…
Ale on tylko się uśmiechnął i zamknął oczy.
Panująca na błoniach cisza dawała jej nadzieję; i Taylor wiedziała, co ma zrobić. Widziała na poprzednich Igrzyskach, jak dziewczyna ratowała tak sojuszniczkę. Trzydzieści uciśnięć, dwa wdechy, trzydzieści uciśnięć, dwa…
I wtedy nastąpił huk.
Taylor podniosła się; ani przez sekundę nie wierzyła, iż Alec naprawdę nie żyje, że nic się już nie da zrobić…
Trzydzieści uciśnięć. Raz, dwa, trzy, cztery…
Otarła łzy, które zalały jej całą twarz.
Pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć…
Powietrze rozerwał huk kolejnej armaty
A więc Natalie, czy…?
To była kolejna rzecz,  której Taylor nie chciała myśleć.
Dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć, trzydzieści…
Po raz ostatni dotknęła jego ust, chcąc zrobić wdech.
- A więc finał rozegra się między nami – usłyszała, a potem chwiejnie podniosła się z kolan.
Musiała wygrać.
Dla Aleca.
__
Ostatnio coraz większą nienawiścią zaczynam darzyć swoje rozdziały. Myślałam, że im dalej, tym łatwiej, ale tak nie jest. Zabijanie bohaterów, których kreowałam od podstaw i w których wkładałam serce sprawia mi niemal fizyczny ból.
No właśnie, coraz bliżej do końca – zostały nam jeszcze tylko trzy rozdziały i epilog. Jak myślicie, kto wygra? Nate, Natalie, a może… Taylor?
Serdecznie dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Dodajecie mi skrzydeł jak nic innego!
Ach, i korzystając jeszcze z okazji chciałabym życzyć Wam wszystkim ciepłych, spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam wielu pięknych emocji i spełnienia wszystkich marzeń, a także ogromnej, bezinteresownej miłości. I zapału do komentowania! :D
Jeszcze raz dziękuję.
PS. Rozdział bez korekty, bo bardzo chciałam zdążyć jeszcze przed kolacją wigilijną. Wybaczcie.


17 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny, ale bardzo smutny. Tyle osób zginęło. Szkoda mi Maggie, Victora i Aleca. Nawet ich lubiłam. Przez ciebie cały czas zastanawiam się kto przeżył. Sama nie wiem czy wolałabym żeby to był Nate czy Natalie. Uwielbiam Nate'a i chce żeby przeżył, ale co by się stało gdyby zostali on i Taylor? Wolę nie wiedzieć. Natalie też lubię, ale mniej. Cokolwiek się stanie i tak cię za to znienawidzę. Proszę dodaj następny rozdział jak najszybciej bo umrę z nerwów.
    Życzę wszystkim wesołych, zdrowych i spokojnych świąt, dużo odpoczynku z rodziną, fajnych prezentów i spełnienia wszystkich marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję - mi się podoba jego pierwsza część, moment śmierci Aleca próbuję wymazać ze swojej pamięci... bezskutecznie niestety.

      Nate i Taylor? myślę, że to by był ciekawy finał... ciekawszy nawet niż ten i Katniss i Peety, bo, jak wiadomo, tym razem będzie jeden zwycięzca.

      następny rozdział mam w większości napisany i myślę, że pojawi się w okolicach sylwestra.

      dziękuję bardzo, pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Przewidywalne było by zwycięstwo Taylor ale przecież zamierzane przez wszystkich wiec ona napewno wygra, chociaż ty też lubisz zaskakiwać xD. Nigdy nie postawiłam krzyżyka na Aleca i teraz wygrywam bo on chronił Taylor jestem tego pewna.
    Jestem ciekawa finału..:) Tak tego szczególnie ;> Ogólnie odrobinę nie podoba mi się że jest tam mało opisu walki i w ogóle bo przecież na Arenie nie dali by Tay i jemu siedziec przez całe igrzyska w jaskini. To przecież widowisko ^^ Ogólnie podoba mi się opis perspektywy tej dziewczyny :)
    Rozdział naprawdę genialny i nie wiem jak zniosę koniec ~
    By. Ninja <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo zależy mi na tym, aby Was zaskakiwać - naprawdę myślisz, że 73-hunger jest jednym z tych blogów, w których wygra główny bohater? :D

      pewnie masz rację, ale kompletnie nie umiem opisywać walki - i pewnie dlatego właśnie tego nie robię. mimo wszystko myślę, że dla Kapitolińczyków równie ciekawym widowiskiem było obcowanie Nate'a z Taylor :3

      ja sama nie wiem, jak to zniosę, ale dziękuję bardzo :*

      Usuń
  3. Będzie króciutko, bo mam mało czasu :D
    Cudowny rozdział <3<3<3
    Biedna Taylor... Ciekawe, z kim musi walczyć na sam koniec...
    Matko, nie mogę uwierzyć, że to już niemal koniec :( Myśl, że za chwilę skończysz to opowiadania jest,,, </3 :,(
    No, ale jak na razie jest cuuudownie :)
    Czekam na nn ;)

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    Ps. Wesołych Świąt :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo <3 no właśnie, sama jej nie zazdroszczę.

      cieszę się, że komukolwiek poza mną jeszcze na tym opowiadaniu zależy :) ja również nie mogę uwierzyć, że to już prawie koniec.

      dziękuję bardzo, pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Dawno mnie nie było, bo szkoła mnie morduje maturami, ale skoro mam moment, to w końcu skomentuję.
    Nie wiem, czy mogę ci ufać. Bo normalnie postawiłabym na Taylor, tak na głupie zgadywanie. Ale ty potrafisz człowieka zaskoczyć, więc Bóg wie, czy nie odwalisz akcji w stylu ostatniej części Niezgodnej. Wszystkiego się można spodziewać, więc nie mam pewności co do zwycięzcy.
    Ale powiem ci za to, że relacje Nate/Taylor bardzo mi się podobały. No i ten tekst:
    "- Nie przyszliśmy tu, żeby się zakochać.
    - A po co?
    - Żeby umrzeć.
    - To jakaś różnica?"
    To powinno dostać Nobla. I powinno być przewodnim tekstem tego opowiadania, bo serio, jest genialne. Świetne. Cudowne. Wystarczy ci przymiotników opisujących to?
    Ach, mordowanie. W sumie to znam ten ból. Ja ostatnio zamordowałam jedną z moich bohaterek i nadal jestem w dołku emocjonalnym, nocami wykrzykując: "GŁUPIA, CZEMUŚ TO UCZYNIŁA?!" pod swoim adresem oczywiście.
    JAK TO, TYLKO TRZY ROZDZIAŁY I EPILOG? Jak ja mam się pogodzić z końcem tego opowiadania? Serio, nie rób mi tego. To zbyt wiele jak na mnie. Kontynuację zrób, napisz to z perspektywy kogokolwiek innego, serio, cokolwiek.
    Ja za to zauważyłam, że ludzie na bloggerze się wykruszają, ale podejrzewam, że to przez rok szkolny. Ten jest zaskakująco trudny i zauważam, że dla większości.
    Swoją drogą, jakoś dziwnie podoba mi się wątek Taylor gadającej do siebie.
    Szczęśliwego nowego roku i czekam na następny.
    xoxo, Loks.
    ~lilybird-everdeen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LOKS! czy mnie wzrok nie myli? czy poświąteczne obżarstwo nie padło mi na mózg i nie zaburzyło funkcjonowania wzroku? czy to naprawdę Ty? :O
      wprawiłaś mnie niemal w ekstazę!

      czy możesz mi ufać? raczej nie. oczywiście, że możesz stawiać na Taylor, ale pamiętaj, że jestem tym typem autora, który lubi zaskakiwać :3 o czym, myślę, zdążyłaś się już przekonać.
      niestety nie czytałam Niezgodnej, więc nie wiem, co mogłabym odwalić :<

      dziękuję <3 mi również podoba się ten fragment. w ogóle coraz większą miłością zaczynam pałać do duetu Nate x Taylor, dlatego nie wyobrażam sobie zakończenia 73-hunger...

      niestety - jak widzisz, kompletnie nie wyrabiam się czasowo z rozdziałami, a bardzo bym chciała przestać Was wreszcie zawodzić :c pomyślę nad innym blogiem, inną tematyką, ale plan na tę chwilę wygląda następująco: trzy rozdziały, epilog, koniec blogosfery. niestety.

      kurczę, masz rację - z każdym rokiem blogosfera pustoszeje, z każdym miesiącem statystyka spada... mam nadzieję, że na Ciebie nie przyjdzie ten czas? :c

      dziękuję bardzo i również pozdrawiam serdecznie :*
      xdemonicole

      Usuń
  5. Zabij mnie, nie pamiętam kiedy tu ostatnio byłam.
    Kochana, byłam całym sercem, zawsze i wszędzie za Aleckiem, a ty mi go po prostu zabiłaś...
    Jeśli Taylor nie wygra to osobiście chcę obejrzeć nagrany film podsumowujący z igrzysk.
    Śledzę to opowiadanie i Ciebie praktycznie od początku i mogę z przyjemnością stwierdzić, że istnieje ogromna różnica między początkiem, a końcem historii. To jakiś kosmos, bo zauroczyłaś mnie jeszcze bardziej niż się spodziewałam.
    Gratuluję Ci wielkiej pracy i ambicji,
    I choć nie pochwalam związku Nate z Taylor (ALEC WSZĘDZIE) to mam nadzieję, że któreś z tej dwójki okaże się zwycięzcą :).
    Miłego Dnia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niee, jakbym Cię zabiła, straciłabym szansę, iż tutaj się jeszcze kiedykolwiek pojawisz! to by było nielogiczne :3

      hm, film będzie, to mogę obiecać - i, niezależnie od tego, kto go będzie oglądać, i tak wywrze mocne wrażenie. o to się nie martw!

      dziękuję bardzo <3 i masz rację - faktycznie byłaś jedną z pierwszych czytelniczek. jeśli chodzi o "związek" Taylor i Nate'a, to nie do końca było tak, jak to widziała Taylor... ale o tym później.

      dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :*

      Usuń
  6. Nie lubiłam Aleca.

    Po prostu nie; zapewne okaże się, że kochał Tay i był dobry do końca, ale go nie trawię. Dużo bardziej wolę Nate'a i mam wielką nadzieję, że to on (!) wygra Igrzyska. Gdyby wygrała Tay, byłoby to zbyt oczywiste, ale z drugiej strony najciemniej pod latarnią...

    Kochana, wykreowałaś taką fabułę, że nawet JA nie umiem się domyśleć, kto, kiedy i gdzie, a zazwyczaj przychodzi mi z łatwością. Tylko błagam - nie przeciągaj tego; niech w następnym rozdziale będzie Arena, a dopiero potem Pixie, choć to moja ulubiona bohaterka.

    Tak, szczerze ubóstwiam Pixie i ubóstwiałam jej męża (tak samo Nate'a), a tymczasem Alexa i Tay znielubiłam. Tay mnie denerwuje, gdyż jest nieco głupiutka, niezwykle nierozważna, czasem wręcz bezmyślna i zachowuje się niczym stereotypowa kobieta. ''Kocham tego, ale on mnie nie chce, a ten się ze mną kochał... Hmmm''. Cóż, a przynajmniej ja to tak odczuwam. Wolę logicznie myślące i zwyczajne bohaterki, a Tay... ona chyba zaczyna tak troszeczkę wariować, choć zupełnie jej się nie dziwię. Na jej miejscu moja psychika już dawno załamałaby się.

    Chciałabym, aby te Igrzyska odbyły się między Natalie i Nate'em, oboje ich lubię. Wtedy niestety jednak liczyłabym na wygraną Natalie... solidarność jajników :) Obecnie? Liczę na wygraną Natalie. Jeśli Nate oddałby życie za Tay (lub na odwrót), bez obrazy, bardzo bym się zdenerwowała taką ''fatalną miłością''.

    Gdyby wygrała Natalie, mogłaby obejrzeć ten film z igrzysk, bądź powiedzieć, o co chodziło Alecowi... też logiczne :)

    Wiem, komentarz bez ładu i składu, ale starałam się całkiem logicznie oddać swoje myśli... A natłok uczuć po przeczytaniu tego rozdziału zupełnie nie pomaga ;/

    Całuski,
    ~~Carmel vel Lou Leen (http://somebody-is-perfect.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Loks - cytat -
      ''- Nie przyszliśmy tu, żeby się zakochać.
      - A po co?
      - Żeby umrzeć.
      - To jakaś różnica?"
      jest świetny :)

      Usuń
    2. zaufaj mi, że Alec nie stanie się drugim Peetą (którego, tak na marginesie, szczerze nie cierpię). trójkąty uczuciowe wśród głównych bohaterów są niesamowicie popularne wśród autorów nie tylko blogów, ale i przeróżnych powieści, a ja postaram się w następnym rozdziale trochę od tego odejść.
      odejść, i... wyklarować nieco sytuację. w pewien sposób.

      jeśli mam być beznadziejnie szczera, a będę, bo kto mi zabroni, powiem tal - ja też nie przepadam za Taylor. ona od początku miała taka być - nieco zagubiona, nieco bezradna, nieco oszalała, a jednak z góry "skazana" na zwycięstwo. przypadek Taylor Cassidy będącej w finale Igrzysk Śmierci pokazuje przede wszystkim nieograniczoną i niezmierzoną moc układów, układzików i kapitolowych łapówek.

      myślę, że jeśli śledzisz 73-hunger od początku, zaufasz mi, jak Ci obiecam, iż zakończenie nie będzie przewidywalne :3

      widzę, że mamy podobne gusta - Theory, Robert i Nate to również moi ulubieni bohaterowie. czy Tay zaczyna wariować? zdecydowanie. zauważ, iż jest tylko (nie ukrywajmy) dziewczynką w żaden sposób nie przystosowaną do życia na arenie. gdyby nie Nate i ukrywana pomoc Aleca prawdopodobnie zginęłaby pierwszego dnia. a jednak KTOŚ z ogromnymi możliwościami dopilnował, aby dotrwała do finału.
      i to nie była Theory.

      żałuję, że nie rozwinęłam bardziej postaci Natalie - może w następnym rozdziale, kiedy opiszę walkę pomiędzy nią a Natem, uda mi się dostatecznie przekazać jej punkt widzenia. Natalie jest bezgranicznie pochłonięta wizją zwycięstwa - zwycięstwa dla samej zasady, jak to typowy Zawodowiec. bardzo chciałabym Cię zapewnić, iż Nate jest inny, ale myślę, iż udało już Ci się to zauważyć.

      no nie, zaufaj mi trochę! to prawda, że fabułę całego 73-hunger miałam zarysowaną już w styczniu, ale mimo wszystko nie mamy siedmiu lat, Taylor nie jest Julią, a Nate Romeem. więc spokojnie, obiecuję uroczyście, iż postaram się nie zepsuć zakończenia :3

      nie jest bez ładu i składu, nie przejmuj się! a ja pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za komentarz :*

      pooozdrawiam!
      xdemocniole

      Usuń
  7. Oł, FUUUUUUUUUCK! NIE! Zabiłaś mego ukochanego Aleca! Ja umieram! Nie przeżyję tego! No i qurde taki nam prezent na Święta robisz?! PFF! -.-

    Ale rozdział świetny. Jezu... Taak. Założę się, że kapitolińczycy POKOCHALI obcowanie Nate'a z Tay. Oni już tacy są.
    Masakra! Zabiłaś już prawie wszystkich i nie mam pojęcia, jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Kto przeżył?! Nie wiem co myśleć... Taylor wygra, czy nie?! Chciałbym, ale nie wiem, co wymyślisz.

    Jestem zakochana w Twym opowiadaniu i smutam, że na razie planujesz koniec z blogowaniem... Będzie mi brakować słodkiego oczekiwania na nowe notki.

    Tak. Twoje teksty są mistrzowskie. Najpierw Alec i mąka, potem tysiące innych, których nie będę wymieniać, a teraz jeszcze to. Dobijasz talentem. I jak Ci nie zazdrościć?!

    Dziękuję ♥♡♥♡
    Wesołych Świąt!
    WEEEENY!
    ~ Rosie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam :c czy w jakikolwiek sposób uspokoję Cię mówiąc, iż on... musiał zginąć? pewnie nie.

      dziękuję <3 i założę się, że masz rację! kapitolińczycy są trochę jak nasi - pożal się Boże - celebryci. lubują się w okrutnych intrygach, wielkich miłościach i połamanych sercach. o taaak. dam sobie głowę uciąć, iż cieszyło ich takie widowisko.

      kto przeżył? zobaczysz, choć myślę, iż nie będzie to zbyt wielką niespodzianką. większą będzie zapewne to, kto WYGRA 73. Igrzyska Śmierci, a ja, przyznam Ci po ciuchu, nigdy nie chciałam, aby była to Taylor.
      bo czy byłoby to sprawiedliwe?

      dziękuję bardzo, jesteś kochana! cały czas zastanawiam się nad prowadzeniem kolejnej historii, ale to jest wciąż etap planów.

      pozdrawiam serdecznie :*
      xdemonicole

      Usuń
  8. No to teraz czas na okrutną mnie, która nie pokazywała się tutaj od pół roku. Nawet nie wiem jak mam cię przepraszać. Może po prostu się przymknę i przejdę do komentowania rozdziału (chociaż to może nie być wystarczające wynagrodzenie).
    Jak można skończyć w takim momencie? Ja się pytam: jak? Mogłaś chociaż powiedzieć kto został. No ja wiem, że tak się kończy (sama tak często robię), ale mały wyjątek by nie zaszkodził. :D
    Ciekawi mnie dlaczego Alec postąpił tak a nie inaczej. Odwołując się do poprzednich rozdziałów: najpierw bezczelnie ją okłamał i złamał biednej dziewczynie serce, a teraz "wybacz mi Tay, uratowałem ci życie, wygraj i obejrzyj nagranie to zobaczysz dlaczego". Panie Alec tak się nie robi.
    Nate'a też jestem ciekawa, bo to dziwne, że wciąż ratował Taylor. W ogóle chyba wszyscy się za nią wstawiali z niewiadomych powodów, a ona to taka ciamajda. Przepraszam, takie mam wrażenie. Gdyby nie Pixie i jej poczynania Tay pewnie zginęłaby pierwszego dnia. :)
    W ogóle ta miłość Nate'a i Taylor to taka trochę dziwna. Bo przecież znali się raptem dzień, może dwa (nie liczyłam dokładnie). No owszem dziewczyna była załamana i te sprawy, a on miał tajne zadanie do wykonania, ale i tak to dziwne.
    Tak jeszcze odnosząc się do poprzedniego rozdziału: jak ty mogłaś zabić Roberta? Całe szczęście, że oszczędziłaś nam całość tortur, czy co oni tam z nim robili. Ale to, co ukazałaś w tamtym rozdziale i jak to zrobiłaś, to nie mam słów.
    A tak w ogóle to ja nie wiem jak ty to robisz, ale ciągle doprowadzasz mnie do łez. :) W tych rozdziałach, które dzisiaj nadrabiałam (a miałam ich zaledwie, a może aż pięć) prawie cały czas płakałam. Ja wiem, że tak się o nas troszczysz i chcesz żebyśmy mieli czyste oczy, ale mogłabyś trochę oszczędzić. Nie no, żartuję. To niezwykły dar, pisać tak, żeby wzbudzić w kimś takie emocje. Więc gratuluję Ci.
    I co ja tam jeszcze miałam napisać?
    Chyba już nic.
    Mam nadzieję, że mi wybaczysz moją długą nieobecność.
    Czekam na następny, a tymczasem zapraszam również do mnie.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!
    [pat-czyli-ognistowlosa]

    OdpowiedzUsuń

Grzecznie, bardzo grzecznie proszę o nie spamowanie. Jedyną możliwością rozreklamowania bloga jest zostawienie komentarza do rozdziału i podanie adresu na dole - nie obiecuję, ale możliwe, że Cię odwiedzę :) Dziękuję za każdy komentarz, to motywuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów!

Layout by Raion