02.03.2014

09. Nigdy o tobie nie zapomnę

Taylor zdecydowanym krokiem przekroczyła drzwi sali treningowej. Kłótnia z Pixie wytrąciła dziewczynę z równowagi, ale nie na tyle, aby ją zdekoncentrować. Miała misję do wykonania. Nie stań się ich celem. Nie stań się ich celem. Nie stań się ich…
- …a tylko około trzydzieści procent zginie z ręki innego trybuta. W dniu dzisiejszym będziecie mogli poćwiczyć swoje umiejętności, a także przy pomocy naszych trenerów… - Wykład czarnoskórej Kapitolinki przywrócił Taylor do rzeczywistości. Cholera, znów się nie skupiła!

Jakiś chłopak posłał jej szyderczy uśmiech, kiedy zauważył zdezorientowanie Cassidy.
- Przepraszam, mogłaby pani powtórzyć? – spytał złośliwym tonem, wskazując na dziewczynę. – Koleżanka chyba zupełnie nie wie, o czym pani mówi.
Kapitolinka cmoknęła z irytacją.
- Słucha się – warknęła. – Jak się nazywasz, dziecko?
Taylor stanęła przed oczami scena, w której poznała Pixie Lisbeth. Czy wszyscy w Kapitolu zamierzają mówić do niej per dziecko?
- Taylor Cassidy.
- A więc… - zawahała się kobieta – …Taylor Cassidy, byłabyś tak uprzejma pokazać wszystkim, o czym mówiłam.
Mimo, że to nie było pytanie, dziewczyna zaprotestowała.
- Ale ja…
- Taylor – przerwała jej kobieta. - Byłabyś tak uprzejma pokazać wszystkim, o czym mówiłam.
Ruda trybutka z Jedenastki ruchem głowy wskazała dziewczynie stanowisko do rzucania nożami. Cassidy westchnęła – cudownie! Jeszcze nie zaczęła ćwiczyć, a już się skompromituje.
Nie stań się ich celem.
Udając pewność siebie, Taylor podeszła do końca sali. Prawą ręką chwyciła za rękojeść noża  (był dużo cięższy, niż się spodziewała), wzięła zamach,  a potem pewnie wypuściła go z dłoni. Zdziwiła się, kiedy trafił w sam środek tarczy, ale ucieszona uniosła głowę i z dumą odwróciła się do zgromadzonych. Większość trybutów zdawała się być przerażona, natomiast ciemnoskóra trenerka i Zawodowcy  wyglądali na zdecydowanie wściekłych. W pierwszej chwili dziewczyna myślała, że to dobrze (popisała się, czyż nie?), ale  jeden chłopak, ten sam, który z niej szydził, usta wykrzywił w coś na kształt ironicznego uśmiechu.
- Gratulacje, blondyneczko – powiedział z rozbawieniem; jego słowa sprawiły, że wszyscy, łącznie z poszkodowaną i nie mniej zdziwioną trenerką, się ocknęli. Zanim Taylor zdążyła obrócić głowę, usłyszała przeraźliwy krzyk.
- Moja noga! – wrzasnęła Natalie, seksualna, eckhem, snobistyczna-niebezpieczna trybutka z Jedynki. Dłońmi, z marnym skutkiem, próbowała zatamować krwotok z uda; krew przelewała się jej przez palce tworząc na podłodze jasnoczerwoną, lepką plamę w samym centrum której leżał nóż. Mój nóż, uświadomiła sobie zaskoczona Taylor.  Jak to się…
- Już nie żyjesz! – krzyknęła dziewczyna, zwijając się z bólu. – Ty mała, cholerna…
- Czy może ktoś pójść po lekarza?! – równie głośno zawołał jakiś chłopak. – Cholera, trafiła w tętnicę, jak nam się wykrwawi…
 - Co ty sobie wyobrażałaś! – warknęła wściekła jak osa trenerka, podchodząc do zszokowanej trybutki. Taylor zapiekł policzek, kiedy poczuła uderzenie w twarz. – Nie wiesz, że nie wolno atakować trybutów przed rozpoczęciem Igrzysk?! Mam was tam dostarczyć w jednym kawałku, a ty…
Zamilkła, gdy dostrzegła zdezorientowanie w oczach dziewczyny.
- Ale ja… Jak to… Przecież tam… - wydukała nieskładnie Taylor, dłonią wskazując nóż wbity w sam środek tarczy. Spojrzała na swoje dłonie, tak jakby to one były wszystkiemu winne. – Ja nic nie rozumiem…
Zirytowana trenerka uniosła oczy do nieba.
- To nie twój nóż, kretynko – prychnęła. – Masz zakaz wchodzenia na salę treningową do końca przygotowań!
W  Taylor się zagotowało.
- Ale…
- Nie ma ale, wychodź natychmiast!
Dziewczyna miała zamiar jeszcze podyskutować, jednak doskoczył do niej któryś z Zawodowców – nie wiedziała, jak się nazywa – i szarpnął ją za koszulkę. Kiedy przybliżył jej twarz do swojej, spojrzał Taylor w oczy.
- Zabijemy cię pierwszą – wyszeptał, a na jego usta wpłynął leniwy, groźny uśmiech. Przejechał językiem po zębach. – Bardzo powooooli.
Kiedy zszokowana Taylor wydostała się z jego uścisku i chwiejnym krokiem ruszyła do drzwi, rozejrzała się na boki. Wszyscy biegali, jak w amoku – trybuci, trenerzy, pielęgniarze. Jedyną rzeczą, która się nie zmieniła w ciągu ostatniej minuty był stojący ciągle w tym samym miejscu chłopak, przez którego to wszystko się zaczęło – na chwilę spojrzał jej w oczy, i uśmiechnął się ironicznie.
Trybutka wzdrygnęła się, i zamykając wrota sali przypomniała sobie jedyną radę, którą dała jej Lisbeth:
Nie stań się ich celem.
Zaskoczona ironią losu Cassidy uśmiechnęła się z rozbawieniem – chyba nie do końca o to chodziło Pixie.
***
Kobieta zmierzyła ją groźnym wzrokiem.
- Taylor – westchnęła, wznosząc oczy ku wyimaginowanym niebiosom. – O ile rzeczy cię prosiłam?
- Przepraszam, Pixie – mruknęła pod nosem dziewczyna, wzruszając ramionami. – Tak jakoś wyszło.
- Tak jakoś wyszło?!
Cassidy nie odpowiedziała.
- Tak jakoś wyszło, że rzuciłaś nożem w przywódczynię Zawodowców?
- Tak – potwierdziła dziewczyna, po raz kolejny dostrzegając ironię sytuacji. Wykrzywiła usta w niewinnym uśmiechu. – Tak jakoś wyszło.
Pixie westchnęła.
- Lepiej, żeby na arenie wychodziło ci trochę lepiej.
Taylor przygryzła wargę.
- Jest jeszcze jedna rzecz, o której ci nie powiedziałam…
- Tak?
- Zabronili mi przychodzić na treningi.
Pixie pomasowała sobie skronie.
- Cudownie. Jeszcze jakaś ważna informacja?
- Alec nie jest gejem – wypaliła bez zastanowienia Taylor, w ostatniej chwili próbując ugryźć się w język. Kiedy zorientowała się, że słów nie da się zatrzymać w locie, próbowała obrócić wszystko w żart rozładowujący napięcie.
Pixie jednak to nie rozbawiło. Wyćwiczonym, kapitolińskim ruchem uniosła brwi.
- Słucham?
Trybutka zdawała sobie sprawę, iż wykopuje sobie coraz większy dół, ale musiała brnąć dalej.
- Alec jednak nie jest gejem – powiedziała z udawaną radością, robiąc dobrą minę do złej gry. No tak, typowe. Pixie była ostatnią osobą, przed którą Taylor udało się nie skompromitować…. Cóż, do teraz.
Brwi kobiety zdawały się powędrować jeszcze wyżej.
- A był? – spytała zdziwiona.
- Nie.
- Taylor – zasugerowała kobieta, przykładając rękę do czoła dziewczyny. – Powinnaś iść się położyć.
- Tak! – krzyknęła radośnie dziewczyna, nieco zbyt entuzjastycznie kiwając głową. – Powinnam iść się położyć.
- Jeszcze tego mi brakuje, żebyś zwariowała – mruknęła pod nosem Kapitolinka, kierując Taylor do windy. Dziewczyna miała ewidentne problemy z chodzeniem w linii prostej – co chwila chwiała się i zataczała jak pijana.
Trybutka wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Wszystko gra, Pixie – powiedziała, i zaniosła się śmiechem. – Gra jak szafa grająca!
- Taylor?
- Szafa grająca! Rozumiesz? Gra jak grająca!
- Taylor? – spytała zaniepokojona mentorka. – Czy ty coś… Taylor! – krzyknęła, gdy dziewczyna osunęła się na ziemię.
Zaniepokojona Kapitolinka potrząsnęła delikatnie omdlałą. Pochyliła się nad nią.
- Taylor? Taylor, wiesz gdzie jesteś? – spytała zdenerwowana, widząc rozszerzające się ze strachu źrenice dziewczyny. – Jestem Pixie i jestem twoją mentorką.
- Znam… - szepnęła trybutka, po raz kolejny odpływając w nicość. – Znam…
- Taylor! Taylor, co znasz? Taylor, skup się, nie zasypiaj!
Dziewczyna uśmiechnęła się mgliście.
- Znam lepsze.
Kompletnie zbiła ją z tropu.
- Słucham?
- Znam lepsze – szepnęła półprzytomna, wciąż szczerząc zęby w uśmiechu. – Jestem Pixie i spodnie opinają mi tyłek.
Po raz pierwszy w życiu Kapitolince zabrakło słów.
Westchnęła widząc, że trybutka znów zasnęła. Próbując unieść dziewczynę – była bardzo szczupła, mogła ważyć czterdzieści kilo – zauważyła na jej ramieniu ślad ukłucia po igle, i spływającą jakby nieśmiało kropelkę krwi. Zmarszczyła brwi. O co w tym wszystkim chodziło?

***
Zanim wróciła do domu, było już po północy. Nie miała już czucia w przemarzniętych dłoniach; o tej porze roku nawet rękawiczki nie pomagały. Przez okno widziała tylko ciemność, i przeklęła, nie mogąc znaleźć kluczy do frontowych drzwi. W czerni ulicy przeszukiwała swoją torebkę po raz trzeci, próbując natrafić ręką na ich charakterystyczny kształt. Nie chciała budzić Roberta – pewnie nie zasnąłby do końca nocy. Oparła głowę o drzwi, kiedy jedyna latarnia nieopodal jej domu zgasła. Z bezsilności chciało jej się płakać, ale próbowała się powstrzymać. Musisz być twarda, musisz być twarda, musisz być… Przerwała, gdy wpadł jej do głowy pomysł. Niepewnym ruchem nacisnęła na klamkę, i… drzwi stanęły otworem. No tak. Robert jak zwykle o niej pomyślał.
Walcząc z wyrzutami sumienia przekroczyła próg domu. Od razu otoczyło ją przyjemne ciepło, znajomy zapach, i… muzyka. Coś chwyciło kobietę za serce, kiedy uświadomiła sobie, co to za utwór. Nasza ślubna piosenka, pomyślała, zdejmując płaszcz i rozglądając się w ciemności. Od ostatniej kłótni praktycznie ze sobą nie rozmawiali, a Robert mimo to na nią czekał. Zrobiło jej się przykro, kiedy uświadomiła sobie, jak wiele jest w stanie dla niej poświęcić. Zawahała się, a potem podeszła do mężczyzny, którego sylwetka delikatnie odcinała się na ciemnym tle. Usiadła koło niego, nic nie mówiąc; uwielbiała patrzyć, jak gra, jak jego zwinne palce z wprawą trafiają na czarno-białe klawisze. Kiedy, nie przerywając utworu, spojrzał w oczy kobiety, przeszedł ją dreszcz. Moment, kiedy Robert patrzył na nią, grając na pianinie był jednym z tych nielicznych, w których wiedziała, że może go pokochać.
Kiedy utwór dobiegł końca poczuła, że powinna coś powiedzieć.
- Pięknie grasz – szepnęła, odgarniając włosy z czoła. Była tak zestresowana, jak nastolatka na pierwszej randce, ale mimo wszystko to miało swój urok. Ten wieczór był… magiczny. Nieśmiały, niesforny… W powietrzu niemal namacalnie wyczuć można było wyładowania elektrostatyczne,  delikatne iskierki mrowiące ich ciała. Przeszedł ją dreszcz, kiedy mąż złapał ją za rękę. Czuła, że chce powiedzieć jej coś ważnego, ale nie wie, jak się za to zabrać. Wziął oddech, jakby szykując się do wyszeptania tych kilku słów, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie. Serce zaczęło bić kobiecie szybciej, gdy powolnym ruchem pocałował ją w dłoń. Po co to wszystko? Po co to napięcie, po co te świeczki, po co ta muzyka, przy której się poznali, przy której się jej oświadczał, i przy której wzięli ślub? Po co ta piosenka, ich piosenka, przy której wszystko było takie nowe, takie świeże? Przy której pierwszy raz tańczyli, pierwszy raz kochali się nieśmiało schowani pod grubą, zimową kołdrą… Po co te wszystkie wspomnienia, te dreszcze niepewności?
- Theory… - szepnął, patrząc jej w oczy swoim najpoważniejszym spojrzeniem. Spojrzeniem pełnym miłości, troski, i smutku, smutku, który tak uporczywie starał się ukryć. Nieśmiałym ruchem, tak jakby byli na pierwszej rance, pogładził ją po policzku. Uśmiechnął się do siebie, a potem powiedział to raz jeszcze. – Theory.
Niechętnie spojrzała mu w oczy.
- Robercie.
Delikatnym ruchem przyciągnął ją do siebie.
- Moja kochana Theory – wyszeptał, zanurzając twarz w jej włosach. Kobieta podciągnęła kolana pod brodę, jak najmocniej wtulając się w jego ramiona. Wiedziała, co chce powiedzieć; wiedziała, ale tak bardzo pragnęła tego nie słyszeć. – Moja kochana Theory – zaczął znowu, przełykając ślinę. – Wiesz, co chcę powiedzieć.
Pokręciła uparcie głową, przeciągając ich ostatnią chwilę w nieskończoność. Wbrew zaprzeczeniom kobiety Robert poczuł, że pierwsza nieposłuszna łza już spłynęła po jej policzku.
- Wiesz, że muszę odejść.
Zacisnęła usta jak małe dziecko.
- Nie musisz.
Uśmiechnął się delikatnie, słysząc jej niemal obrażony ton. To w niej kochał. Po chwili jednak spoważniał.
- Spójrz na mnie – szepnął, ale ona pokręciła głową. – Spójrz, proszę.
Niechętnie odsunęła się od niego, próbując wytrzeć spływające po policzku łzy. Łzy, których żadne z nich nie było w stanie powstrzymać.
- Kochanie – załamał mu się głos, kiedy zobaczył, jak bardzo ona to przeżywa. – Kochanie – powtórzył, delikatnie ocierając jej wilgotne jeszcze policzki. – Proszę, bo i ja zacznę płakać.
Zaśmiała się niepewnie, gdy przypomniała sobie motto, które kiedyś wyznawał.
- A co z chłopaki nie płaczą?
- Chłopaki nie – szepnął, mrugając powiekami; i jemu zaszkliły się oczy na wizję najbliższej, nieuchronnej przyszłości. – Mężczyźni tak.
Kiedy po policzku Roberta spłynęła łza, serce Pixie po raz kolejny rozbiło się na milion kawałeczków. Pierwszy raz w życiu widziała, jak jej mąż płacze. Czyż nie jest to wyraz bezgranicznej miłości i zaufania?

- Nie musisz mnie zostawiać.
Pokręcił głową.
- Muszę.
Zacisnęła usta.
- Nie musisz.
Zaśmiał się z goryczą.
- I nie chcesz uratować jej życia?
Smutno pokiwał głową, kiedy uciekła wzrokiem.
- A więc muszę.
- Robercie…
- Nie rań mnie bardziej, proszę – wyszeptał błagalnie, kciukiem rozcierając łzę spływającą po jej policzku. – Nie przeżyję, jeżeli...
- Jeżeli co?
- Wiesz, co.
- Nie, nie wiem.
- Jeżeli jeszcze raz pójdziesz z nim do łóżka.
Na chwilę nastała pełna napięcia cisza.
- Robercie... - przerwała milczenie Pixie, ale ten jej przerwał.
- Nie - powiedział, uciekając wzrokiem. - To ja przepraszam, nie powinienem był...
- Robercie - stwierdziła cicho, lecz stanowczo - zagrałbyś coś dla mnie?
Tym razem naprawdę się uśmiechnął.
- Z największą przyjemnością.

there is something using nothing
keeping my heart under the shame
cause i don't want this final days

you are lying in the place
and you make enough some grace
and i don't want this final days

Przerwał.
- Kocham cię, Theory - wyszeptał, mrugając gwałtownie; mimo to jego oczy zaszkliły się delikatnie. - Kocham cię i zawsze będę.
Tym razem się nie zawahała.
- Ja ciebie też kocham, Robercie.
- Prosiłem, żebyś nie kłamała. 
Zamilkli.
- Kochasz mnie, i dlatego odchodzisz?
- Kocham cię, i dlatego pozwalam ci być szczęśliwą.
- Potrzebuję cię przy sobie.
- Zawsze przy tobie będę.
Prychnęła.
- Nie chcę pustych słów.
To go dotknęło.
- Sugerujesz - zirytował się, podnosząc głos; - że moje słowa są puste, tak? Że ja nic nie rozumiem? Rozumiem więcej niż myślisz, Theory. Rozumiem, że mnie nie kochasz, rozumiem, że nie potrafisz tego zrobić - i nie winię cię za to. Wiesz, jak to boli, gdy osoba, za którą oddałbyś życie nie potrafi spojrzeć na ciebie z miłością? Dzień w dzień, noc w noc myślę, co robię źle, dlaczego nie jestem w stanie zasłużyć sobie na twoją miłość.
- Robercie, to nie tak...
- A jak? - spytał z goryczą, nie panując już nad emocjami. - Za każdym razem, kiedy patrzę w twoje oczy chcę odejść - w końcu tak mocno mnie ranisz! - ale za każdym razem odnajduję w nich coś, co każe mi zostać. Odnajduję nadzieję, że może kiedyś, gdzieś, może już w innym świecie... Może będziesz w stanie - zawahał się - mnie... pokochać. Chciałbym, żebyś chociaż potrafiła być przy mnie szczęśliwa. Chciałbym móc co rano budzić się z tobą w ramionach, kupować kwiaty i przynosić śniadania do łóżka. Chciałbym widzieć w tym jakiś sens, chciałbym mieć o co walczyć. Chciałbym czasem widzieć twój zamyślony uśmiech, być przy tobie w gorsze i lepsze dni. Chciałbym kiedyś oddać za ciebie życie, i, do cholery, zrobiłbym to! Zrobiłbym wszystko, żebyś tylko mogła być szczęśliwa.
- I dlatego mnie zostawiasz? Samą w świecie, do którego nie należę?
- Należysz bardziej niż ja. - Zaśmiał się gorzko. - Moi rodzice nie wierzyli w miłość - sam w nią nie wierzyłem! Miałem dziewiętnaście lat, kontakty po ojcu, narzeczoną w osobie bratanicy prezydenta... Zdawałoby się, że idealne życie, prawda? I wtedy zgłosiłaś się na te cholerne Igrzyska, na ten cholerny wyścig morderców. Nigdy nie wierzyłem w Boga, wiesz? Rodzice twierdzili, że on nie istnieje, zresztą i ja go nie potrzebowałem. A wtedy... od tego cholernego dnia, kiedy zgłosiłaś się na trybuta, kiedy dostałaś dwunastkę od jurorów, i kiedy zobaczyłem cię u Caesara zacząłem się modlić. Nie umiałem tego robić, więc tylko klęczałem i szeptałem jakieś frazesy wyczytane chyłkiem z księgi po prababci. Modliłem się każdego dnia, żebyś przeżyła, modliłem się, żebyś dała radę... Zakochałem się w dziewczynie z telewizji! Zakochałem się bez pamięci w siedemnastolatce, która z zimną krwią wymordowała pół areny. To prawie jak kiepski romans, prawda? Ale walczyłem o ciebie. To ja wysłałem ci wtedy wodę, to ja załatwiłem ci sponsorów, chociaż nie było łatwo. Ta siódemka... Clarissa, czy jak jej tam było, musiała się przespać z kimś bardzo wpływowym, nawet nie dali ci shurikenów. Odgórnie bojkotowali każdą próbę wysłania ci ich, ale i tak dałaś radę. Moja dzielna Theory, powtarzałem sobie. Moja dzielna Theory, moja dzielna... Czułem się, jakbyśmy byli razem! Rodzice mnie wydziedziczyli, kiedy całe ich oszczędności wydałem na jedną noc z tobą, ale to się nie liczyło. Liczyłaś się tylko ty i twoje szczęście, dlatego zaproponowałem ci małżeństwo. Nie przerywaj, proszę - powiedział widząc, że kobieta otwiera usta.  - To chyba za długo we mnie siedziało, kiedyś musiałem to z siebie wyrzucić. Nie miej wyrzutów sumienia, wiedziałem, że nigdy nie będziesz w stanie mnie pokochać, a jednak... Jak zwykle wbrew ostrzeżeniom i logice poślubiłem dziewczynę z Dystryktu!   To było kompletnie nie do pomyślenia, ale ja byłem szczęśliwy. Byłem szczęśliwy budząc się obok ciebie, obok ciebie kładąc się spać. Po drodze w tym wszystkim zgubiłem gdzieś ciebie, zgubiłem gdzieś twoje szczęście. I teraz chcę to naprawić.
- Odchodząc?
- Dając ci wszystko to, co uczyni cię szczęśliwą.
- Pieniądze to nie wszystko.
Zaśmiał się gorzko.
- Mi to mówisz? Zresztą - powiedział, podnosząc się. - Nie wiem, dlaczego tak nagle postanowiłaś uratować życie tej dziewczynie, dlaczego akurat ona. Czy to twoja forma odkupienia błędów przeszłości? Jeżeli tak - zawahał się - jeżeli chcesz kogoś uszczęśliwić, to może zacznij od osoby, która jest w stanie dla ciebie zrobić wszystko.
- Robercie...
Uciekł wzrokiem.
- Przepraszam - przewał jej. - Nie powinienem był tak mówić. Mogę ostatni raz cię pocałować?
Dopiero dotarło do niej, że on naprawdę ją zostawia.
Zinterpretował jej milczenie na własny sposób.
- Masz rację, to zły pomysł.
Spojrzał jej w oczy, smakując na języku słowo, które miał wypowiedzieć ostatni raz w życiu.
- Dobranoc, kochanie.
Zostawił ją w ciemności.

***
                Wpatrywał się w sufit, gdy usłyszał pukanie. Zobaczył zarys jej sylwetki, kiedy zdecydowanie weszła przez drzwi. Podniósł się, i zrobił krok w jej stronę.
- Theory, posłuchaj - zdążył powiedzieć, zanim zamknęła mu usta pocałunkiem. Nie zaprotestował; wiedział, że to ich ostatnia noc, ostatnie chwile. Zamknął oczy, rozkoszując się zapachem jej włosów, dotykiem jej skóry, miękkością jej ust. Całowali się niepewnie, gwałtownie, delikatnie, ale z pasją. Odgarniając jej włosy z twarzy poczuł, że i ona ma wilgotne policzki, że i ona nie powstrzymała łez. Chciał jej szepnąć coś uspokajającego, jakiś pusty frazes w stylu nigdy cię nie opuszczę, ale nie było na to czasu. Całowali, a potem kochali się gwałtownie, szybko, jakby nie starczało im czasu, z drugiej strony rozkoszując się chwilą. Każdy moment, każda sekunda pędziła z niesamowitą prędkością jednocześnie przeciągając się w nieskończoność. Otaczała ich głęboka cisza pod zimową kołdrą i szum krwi w żyłach tak głośny, że niemal nadający tempo coraz zachłanniejszemu dotykowi. Dłonie błądzące po ciele, usta wyznaczające jakąś niewidoczną, znaną tylko im trasę i szaleństwo zmysłów to coś, do czego każde z nich będzie wracało, to coś, po czym każde z nich będzie lizało własne rany. Nie wiedzieli, które z nich połknęło więcej łez, i które z nich ich więcej wypłakało. Ta noc należała do nich, i tylko to wydawało się liczyć.
A potem, może jeszcze w ciemności, a może już nad ranem, przylgnęli do siebie tak mocno, jak tylko mogło to zrobić dwoje zrozpaczonych, potrzebujących czułości ludzi. Leżeli przytuleni resztę nocy, a może tylko ranek, leżeli w ciszy tak jakby nic nie trzeba było już dodawać. 
O świcie, kiedy on już musiał iść, ona zasnęła w jego ramionach, już spokojna i pogodzona z losem. Delikatnie wstał, mając nadzieję, że jej nie obudzi, ale wtem kobieta odwróciła się do niego.
- Idziesz już? – szepnęła nieśmiało.
Uśmiechnął się smutno.
- Nie mam wyjścia.
Zaśmiała się w duchu.
- Zawsze jakieś jest.
Patrzyli na siebie w milczeniu.
- Nienawidzę pożegnań.
Spojrzał na nią ciepło.
- To śpij.
- Tylko tyle? –zapytała.
- Aż tyle – odpowiedział.
Po raz kolejny uśmiechnęła się smutno.
- W takim razie dobranoc.
Patrzył na nią jeszcze chwilę, a gdy jej oddech się uspokoił, podszedł do niej na palcach.
- Dobranoc – powiedział, i pocałował ją delikatnie w czoło. – Nigdy o tobie nie zapomnę.

A potem westchnął, choć i tego nie mogła już usłyszeć, i wolno podszedł do drzwi. Przeszedł przez nie zdecydowanie, nie oglądając się za siebie, bo bał się, że jak choć na chwilę się zawaha, to wróci do niej do łóżka. Tylko w drzwiach spojrzał na nią ostatni raz, westchnął, i zamknął je, wychodząc. Wiedział, że już nigdy tu nie wróci, że już nigdy jej nie zobaczy. I chociaż jego serce rwało się do niej z całej siły to wiedział też, że tak będzie lepiej. Dla nich obojga, ale przede wszystkim… dla niej. Bo nigdy na nią nie zasługiwał.

___
Siedem stron, o matko i córko! To jak dwa rozdziały w jednym :) Wybaczcie za ten okropny zastój, ale najpierw zabrali mi komputer do naprawy a potem, kiedy musiałam wszystko przeinstalować, okazało się, że jak przystało na informatyka z krwi i kości nie umiem zainstalować Worda xd W każdym razie problem już jest na szczęście rozwiązany.
Nawet ja sama nie nadążam za swoimi szablonami, nie złośćcie się! Ostatnio pobrałam fotoszopa i pewnie będę Was katowała moją mniej lub bardziej zaawansowaną grafiką komputerową – no, przynajmniej do czasu kiedy nie otrzymam nareszcie mojego zamówienia.
Akcja z Taylor się trochę rozwija (btw co sądzicie o tym wątku z nożem?), jest duuużo Pixie i Roberta – do pełni szczęścia brakuje tylko Aleca, czyż nie? W następnym rozdziale postaram się go umieścić razem ze wspaniałym Venicem (może nareszcie mi się uda, bo już piąty raz się zabieram do wątku ze stylistą :c). No! Jeżeli kiedykolwiek napiszę jakąś książkę, będzie to niewątpliwie romans - przynajmniej tyle się dowiedziałam, budząc do życia miłość Kapitolińczyków.
Rozdziały postaram się umieszczać teraz około raz w tygodniu, ale obiecuję, że będą wtedy dłuższe :)
Zachęcam do komentowania, i… pozdrawiam! :)

35 komentarzy:

  1. Pierwsza?
    Oj Taylor nabroiła! Nie ładnie, oj nie!
    W przywódcę Zawodowców? To naprawdę pecha trzeba mieć XD
    I to jej dziwne zachowanie.... O co biega?!
    Alec nie jest gejem! XD <3
    Historia Pixie i Roberta, niezła.
    Robert strasznie romantico, więc dlaczego odchodzi?
    Będzie mi go brakować :-(
    Mi też laptop często się psuje XD
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza!
      No nabroiła, nabroiła! jak się nie słucha Pixie to potem tak wychodzi głupio :c

      nie jest, nie mogłam Wam tego zrobić! Wam, eckhem, i sobie... i jeszcze Taylor, a jak.

      Robert odchodzi, bo myśli, że Theory będzie szczęśliwsza bez niego... czasem trzeba poświęcić siebie, żeby uszcześliwić kogoś, kogo się kocha ;')

      dziękuję!


      Usuń
  2. O matko, nawet nie wiesz, jak długo czekałam na ten rozdział i jak podekscytowana byłam, kiedy zobaczyłam, że w końcu się ukazał! Aż musiałam przerwać własne pisanie, a rzadko tego nie robię, jak już się za to wezmę.
    Ale do rzeczy. Coś mi się nie podobała ta akcja z nożem. Przyznać się, kto w tym maczał palce? Coś mi tu nie pasuje. Wszystko mi tu nie pasuje. no i ta sprawa ze strzykawką, z zachowaniem Taylor. Coś jest na rzeczy - obym się niedługo dowiedziała, co.
    Robert! Matko kochana, Robert! Dobiłaś mnie jego wątkiem, kompletnie. Już drugi raz dzisiaj siedzę wbita w fotel, szlak by to. Ale podoba mi się, to wszystko są słowa pochwały, poważnie! Poza tym styl pisania (wiem, że już o tym mówiłam, ale muszę wspomnieć raz jeszcze) jest FENOMENALNY. Może mi się wydaje, ale Pixie chyba naprawdę coś do niego czuje. To chyba wcale nie było na pokaz, to nie było udawane.
    Takie tam, moje nudne przemyślenia. Jak zwykle pieprzę o niczym, przepraszam.
    W każdym razie, czekam na następny, a w między czasie zapraszam do siebie.
    xoxo, Loks.
    ~lilybird-everdeen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe, że ktoś czekał! C: no długo, długo, przepraszam, ale jakoś się zebrać nie mogłam, a potem ten cholerny komputer... ach, szkoda gadać!

      no niedługo to się nie dowiesz na pewno - pomęczę Was trochę, zresztą i tak muszę podopasowywać szczególiki XD ale coś nie pasuje na pewno - i tu masz rację.

      sama siebie nim dobijam, co poradzę! uwzięłam się na Roberta i trudno - cholera, zawsze ktoś jest tym najbardziej poszkodowanym ;c

      może czuje, a może nie chce po prostu zostać sama? i ja bym się bała zostać bez nikogo w świecie, do którego nie należę ;c

      dziękujęęę, pozdrawiaaam! <3

      Usuń
  3. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, gdy Taylor rozmawiała z Pixie. "Alec jednak nie jest gejem."- mistrzostwo. Moje pytanie brzmi podobnie jak Loksa- kto maczał palce w akcji z nożem? To wszystko jest takie zawiłe! Jako, że z natury jestem osobą, co musi wiedzieć wszystko, niepewność i tajemnica, która owiewa to opowiadanie doprowadza mnie do załamania. ;-; Ja muszę wiedzieć o co biega. TERAZ. Szkoda mi Robera, Pixie też.
    Zdecydowanie jestem za zwiększeniem obecności Aleca.
    Weny, pozdrawiam i zapraszam do mnie: roseeverdeenhungergames.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy naprawdę nikogo nie rozbawił mój superśmieszny tekst o tyłku? no jestem głęboko zawiedziona ;c

      no jak to kto maczał, ktoś musiał! to wszystko jest logiczne, przynajmniej hm... przynajmniej dla autorki :>

      pracuję nad Alekiem, naprawdę! też go lubię :3

      pozdrawiam!

      Usuń
  4. Świetnie ci to wyszło :D I dziękuję za informację na moim blogu (niedługo pewnie zaspamuję tu swoim własnym opowiadaniem na podstawie Igrzysk i darów anioła, więc z góry przepraszam :D)
    Wracając do samego rozdziału... Fakt, dużo, dużo Pixie i Roberta tu było... BAAARDZO dużo... TAAK!!!!!!!!!!!! ALEC!!! Nie że coś ale kocham tego gościa (co będzie dla niego na pewno utrapieniem, bo w większości opowiadań chłopcy, którzy mi się spodobają kończą wąchając kwiatki od spodu....)
    Ta akcja z nożem.... Ciągle nie wiem jakim cudem nóż przeciął noge tej lalki z jedynki... Wydaje mi sie że ten koleś zawodowiec maczał w tym palce...
    Gra jak szafa grająca :D hahahhah uśmiałam się przy tym za wsze czasy :D (niemal wylałam herbatę na laptopa, ale na szczęście nic mu się nie stało)
    Fajne robisz szablony :) straaasznie mi się ona podobają i za każdym razem jak tu wchodzę to jest nowy szablon...
    Ale ten jest chyba najfajniejszy :D (z tych co widziałam...)
    No, to chyba na tyle (bo jak zwykle gadam trzy po trzy...)
    Pozdrowionka i weny życzę
    Soundless

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że skomentowałaś - to dodaje skrzydeł!

      nie planowałam póki co uśmiercania Aleca, także nie zburz mi planów! :C cholera, jak ma zginąć przez Twoją sympatię to może zrobię coś żebyś go znienawidziła? :c

      z tym nożem to szeroko zakrojona akcja jest, na dużą skalę. podstęp, o! wrobili biedną Taylor :cc

      dziękuję ;) ba, powiem Ci coś lepszego - za każdym razem, kiedy JA tu wchodzę jest nowy szablon :DD

      pozdrawiam!

      Usuń
  5. Warto było czekać na coś takiego.
    Ta rozmowa między Taylor, a Pixie.
    Cudo...
    To spotkanie, a raczej pożegnanie Roberta...
    Następne cudo...
    Choć na początek się gubiłam.
    Mniejsza z tym.
    Z tym sztyletem trochę podejrzane, ale co tam wyjaśni się.
    Tego rzutu też nie spodziewałam się tak perfekcyjnego.
    BŁAGAM, a nawet NALEGAM o zwiększoną obecność Aleca.
    Strzykawka też była dziwna i obwiniam za nią tego trybuta z którym zadarła.
    Och rozpisałam się to koniec.
    WENY i jeszcze raz WENY.
    Czytelniczka.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, dziękuję! <3

      lubię się wczuwać w różne klimaty - uważam, że mnie to rozwija ;) stąd kompletne style dwóch rozmów, i... ciesze się niezmiernie, iż Ci się obie podobają!

      będzie Alec, będzie! jejku, coś czuję że razem z Pixie staną się niedługo głównymi bohaterami xd

      dziękuję, pozdrawiam! <3

      Usuń
  6. przeczytałam tekst, przeczytałam komentarze i wychodzi na to, że nic już więcej nie muszę pisać :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak jak poprzednicy wyczekiwałam nowego rozdziału, aczkolwiek sama rozumiem, co to znaczy brak czasu czy też problemy z komputerem. Ja raz napisałam połowę rozdziału i jak chciałam to zapisać to mój netbook odmówił posłuszeństwa - wyłączył się. Złośliwość rzeczy martwych!
    Rozmowa między Pixie a Taylor wydawała się bardzo ciekawa, a zarazem wywołująca uśmiech na twarzy. I to było świetne. ;)
    Trochę mi szkoda Roberta, aczkolwiek czasami miłość wymaga od nas niebezpiecznych eksperymentów.
    Wkradła ci się również literówka " Nieśmiałym ruchem, tak jakby byli na pierwszej rance, pogładził ją po policzku." Miałaś na myśli 'randce'? :)
    Dobra kończę mój wywód i czekam niecierpliwie na rozwiązanie sprawy z tym nożem, bo to wydaje się bardzo dziwne...
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż się odechciewa robić, prawda? masz już połowę, myślisz - teraz z górki, a tu... klapa, kiła i mogiła ;c

      ciesze się, że Ci się podobało! starałam się w czuć w klimat, hm... naćpanej w pewnym sensie Taylor. przyznasz, że nie zachowywała się normalnie ;)

      eksperymentów, i przede wszystkim poświęceń ;c ach, aż się serce kraje, prawda?

      tak, dokładnie to miałam na myśli, dziękuję Ci bardzo! :) kurczę, tyle razy czytam a i tak czasem się wszystkiego nie wyłapie ;c


      pozdraaawiaam! <3

      Usuń
  8. Jest nowy rozdział! ♥ Ale się już go nie mogłam doczekać! A tu proszę, takie zaskoczenie - znowu mi rujnujesz moje teorie T^T Tak, rozdział wybitny, wspaniały i w ogóle taki Twój, no ale... Clarissa, siódemka, w r ó g Theory? O co biega? Muszę to na spokojnie przemyśleć. Ale chyba już mi się trochę rozjaśnia...
    A akcja z nożem? Mistrzostwo. Dręczy mnie tylko pytanie: k t o? I chyba nie muszę więcej wyjaśniać.
    Robert, jeju, biedaku! Niech on do niej wróci, niech Pixie się przyzna, że go kocha i happy end, miłość i jednorożce na tęczy. No.
    Rozmowa z Pixie tak mnie wzruszyła, że omal się nie popłakałam. Przysięgam, miałam łzy w oczach.
    Niektórzy grają na nerwach, Ty grasz na emocjach. I to profesjonalnie!

    Pozdrawiam,
    Hanae Mori ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest! był w ciągu dziesięciu minut od czasu, w którym zostawiłaś komentarz! ♥

      no wróg, w końcu jedna drugą chciała wykończyć! specjalnie dla Ciebie Sherlocku - kombinuj. czemu i Theory, i Clarissa przeżyły? a może Clarissa to nie Clarissa, albo Theory to nie Theory? czy jeśli Clarissa zginęła na Igrzyskach, to mogłaby być matka Taylor? jeśli nawet urodziłaby przed nimi - Taylor miałaby 21 lat, nie 16. a może to inna Clarissa, albo inna Theory? czyją córką jest Taylor, i dlaczego Clarissa jest awoksą?
      nananananaananana, tak żeby Ci nie poszło za łatwo specjalna paczka wątpliwości od xdemonicole! ♥

      ha! happy endy są nie bardzo w moim stylu, coś czuję że przy mnie znienawidzicie Senekę c; płacz, ja też płakałam jak to pisałam! ale ja w sumie zawsze płaczę... to smutne :c

      profesjonalnie to gram na nerwach wyłącznie, emocji się dopiero uczę :<

      pozdrawiam, Sherlocku!

      Usuń
  9. Oo jest to całkiem odmienne od tego, co już do tej pory czytałam o Igrzyskach, ale oczywiście w pozytywnym sensie ;) Pozdrawiam ;)
    siedemserc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ej, to jest naprawdę świetne. Serio. Zazwyczaj jeśli już w ogóle decyduję się zacząć czytać jakiegoś bloga, to kończę po paru rozdziałach i wmawiam sobie, że kiedyś go dokończę. A tu nie mogłam przerwać. Masz zajebisty styl, świetnych, charakternych bohaterów (Alek - niegej, najlepszy <3). No i wątek romantyczny z Robertem i Seneką... Z Seneką się trochę bałam, bo u mnie też się taki pojawił, ale na szczęście tu jest zupełnie inaczej. Jak tylko się zbiorę i zrobię wreszcie te polecane na moim blogu, twój na pewno tam się znajdzie. I czekam na nexta :)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, dziękuję, Emily!

      Alec właściwie miał być gejem, ale w połowie pisania zmieniłam koncepcję. to znaczy, eckhem, czytelnicy zmienili ją za mnie! :D

      no jest inaczej, jest, nie ściągnęłabym od Ciebie :c chociaż powiem Ci, że nie Ty jedna myślałaś o sponsoringu w Kapitolu - od początku te całe seksrandki z trybutami mi coś nie grały.

      miło mi, że nareszcie Cię tu widzę!

      pozdraaawiam :*

      Usuń
  11. Zgadzam się z komentarzami powyżej, nic dodać, nic ująć XD
    Chcę next! Teraz, zaraz, a najlepiej natychmiast! Weny, weny, zatrzęsienia weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ajj, wszyscy tacy jednogłośni :3

      no następny mi trochę zajmie, ale to zatrzęsienie weny poproszę jak najbardziej ;)

      pozdrawiam!

      Usuń
  12. Przeczytałam cały blog i jestem pod wrażeniem. Trochę chaotycznie, ale całokształt jest EPICKI. Końcówka o Pixie i Robercie najlepsza <3. Boże, naprawdę chciałabym pisać jak ty. Mimo wszystko może ktoś się skusi, żeby trochę pokrytykować mojego bloga? Jeśli tak, to zapraszam http://66gi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobno pisze chaotycznie, masz rację - ale to dlatego, że chcę Wam naładować zbyt wiele tajemnic i zwrotów akcji! :c

      no, nareszcie ktos, kto jest zakochany w końcówce równie mocno jak ja <3 ach, Robercie, czemu pokochałeś Theory, a nie mnie? :ccc

      pozdrawiam!

      Usuń
  13. Jesteś niesamowita! To opowiadanie jest niesamowite!
    Cudownie grasz na emocjach. Nawet nie wiesz ile razy płakałam przy twoim opowiadaniu.
    Masz cudowny styl. Sama chciałabym tak pisać.
    Strasznie podobają mi się te sceny z Pixie. Genialnie wykreowałaś bohaterów. Wszystko jest dopracowane. No cóż mogę rzec? Cud, miód i orzeszki.
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny (mam nadzieję, że dodasz go szybko). Życzę mnóstwo weny i ściskam mocno.
    PS. Cudowny szablon.
    PS2. Jeśli masz trochę czasu i chęci, zapraszam do mnie.
    pat-czyli-ognistowlosa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! dziękuję po raz drugi! i trzeci!
      jeeeeju, tyle miłych słów :')

      płakałaś? naprawdę? o kurczę, jakkolwiek sadystycznie by to nie brzmiało, to chyba najpiękniejsze, co mogłam usłyszeć :*

      będzie, będzie! jutro (oby :c)

      dzięęęęęęęęękujęęęęę! :)

      ps. cieszę się, że nareszcie ktoś nie narzeka na szablony :C pozdrawiam! :*

      Usuń
  14. Chciałam cię poinformować, że nominowałam twojego bloga do Liebster Award ;) Więcej informacji na moim blogu. Pozdrawiam :*

    [http://walczacy-z-demonami.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  15. Od razu ostrzegam, że nie mam czasu pisać fajnego i długiego komentarza, więc będzie głupi i krótki. ;C

    Ty na serio powinnaś pisać romansidła. I to takie, które łamałyby ludziom serca. I ja sobie myślę, że to nie fair, bo mi się tak strasznie żal zrobiło Roberta, a ja wcale nie chciałam, by było mi smutno. A jest, no. To było tak obrzydliwie smutne, że biję pokłony, padam do stóp i gratuluję napisania tak dobrego fragmentu. Theory (masz rację, ładne imię) jest maksymalnie ciekawą postacią. Na jej miejscu zostałabym z Robciem a Taylor olała, ale ja taka bezduszna jestem, to wiesz. xd
    Fragment z nożem fajny, chociaż trochę go nie ogarniam, ale to nic. :D
    Szablon ładny, szczególnie podoba mi się cytat ♥
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcale nie jest głupi! a długość to pojęcie względne C:

      lubię łamać serca czytelnikom, problem polega na tym, że wtedy swoje łamię potrójnie: raz, jak to wymyślam, raz, jak piszę, i raz, jak czytam komentarze :c taki interes!

      no ja też bym olała Taylor, każdy normalny by tak zrobił, ale Theory ma swoje powody, które są mimo wszystko silniejsze niż... miłość? przywiązanie? to, co czuje (lub nie) do Roberta?

      dzięęękuję, ten cytat podoba się i mnie, musiałam go gdzieś wepchać :3 pozdrawiam!

      Usuń
  16. Nominuję cię do LBA. Więcej szczegółów u mnie. CMOK!

    XOXO
    ~ NATT

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mogłam przestać się śmieć jak wypowiedziała że Alec nie jest gejem!! <3
    Jesteś cudna *.*

    OdpowiedzUsuń
  18. A więc... Witaj ;3
    W sumie weszłam, bo opis mnie zaciekawił. Uwielbiam blogi o Igrzyskach, ale tylko te z niebanalną fabułą. I to właśnie jeden z takich blogów.
    Przeczytałam wszystko za jednym zamachem, tak mnie wciągnęło. Zastanawia mnie, dlaczego wszyscy za wszelką cenę chcą ratować życia Taylor, mimo tego, że ona sama tego nie chce. Mam nadzieję, że niedługo to wszystko się wyjaśni, bo nie wytrzymam ;_; Aha, i co się stało z Taylor, kiedy zaczęła tak bredzić? :D
    Uwielbiam Pixie i Roberta. Chyba stworzę taki parring. Roxie. Albo Pibert. Nie mogę się zdecydować, ale w każdym razie uwielbiam ich razem. Ubóstwiam Roberta, że zrobi wszystko dla szczęścia swojej ukochanej. Szkoda tylko, że ona go nie kocha... :c Trochę mi go szkoda, ale nie musiał od razu odchodzić :/ Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się pojawi.
    We większości blogów tylko czekam, aż zaczną się igrzyska, ale tu jest inaczej. Podobają mi się wszystkie te przygotowania. Ale najbardziej podoba mi się... Narracja. Widziałam mało blogów o tej tematyce z narracją trzecioosobową. U Ciebie wychodzi to na plus, historia jest pokazana z kilku punktów widzenia. A styl pisania to w ogóle masz świetny!
    Taylor nabroiła? Uuu, niegrzecznie. Ale mam nadzieję, że jednak nie zabiją jej pierwszej... :P W sumie to coś mi nie pasuje w tej całej akcji z nożem, ktoś musiał maczać w tym palce.
    Ok, nie wiem co jeszcze napisać. Przepraszam, że tak chaotycznie, ale ten rozdział wzbudził we mnie tyle emocji, że nie mogę nawet pozbierać myśli.
    Z niecierpliwością czekam na następny i życzę weny! ;* Zapraszam też do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj :3 cieszę się, że spam (opis?) przydaje się na cokolwiek, bo czasem tracę w to wiarę.

      wszyscy mają w tym interes... a może i sama Taylor niedługo zacznie go mieć - wiadomo, arena zmienia ludzi. ha! w dziesiątce wyjaśniłam to bardzo, hm, delikatnie, ale niedługo to wszystko stanie się bardziej klarowne :D

      ja także, zakochałam się we własnej postaci! jeżeli uwielbiasz Roberta polecam Ci obejrzenie zwiastunu - po nim dopiero miałam skok miłości! a Robert pojawi się jeszcze - to mogę Ci obiecać :) i zdradzę, że stanie się to dość niedługo.

      cieszę się, że podoba Ci się narracja trzecioosobowa - sprawia mi ona ogromne problemy (między innymi dlatego postanowiłam jej używać - chciałam się trochę podszkolić) i dlatego kiedy mogę, uciekam w pamiętnikarską :D w snach, retrospekcjach, wspomnieniach... gdzie się da.

      dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie! :*

      Usuń

Grzecznie, bardzo grzecznie proszę o nie spamowanie. Jedyną możliwością rozreklamowania bloga jest zostawienie komentarza do rozdziału i podanie adresu na dole - nie obiecuję, ale możliwe, że Cię odwiedzę :) Dziękuję za każdy komentarz, to motywuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów!

Layout by Raion